
Znany białoruski działacz, rzecznik prasowy jednego z kandydatów na prezydenta, Andrieja Sannikowa - Aleksander Otroszczenkow udzielił wywiadu dla redakcji Deutsche Welle. Opowiedział w nim o swoim pobycie w areszcie śledczym KGB i kolonii karnej, o tym jakie formy nacisku stosowali w stosunku do więźniów funkcjonariusze KGB, i jak zmienił go ten czas. Otroszczenkow wezwał również w wywiadzie europejskich polityków do tego, by nie proponować białoruskim władzom kredytów, póki na Białorusi nie zaczną zachodzić demokratyczne zmiany. Specjalnie dla czytelników Korespondenta Wschodniego zamieszczamy tłumaczenie tego poruszającego wywiadu.
- 8 października w Mińsku odbyły się „zjazdy narodowe”. Nie wziął Pan w nich udziału, dlaczego?
- Wypuścili mnie z kolonii, ale nie jestem wolnym człowiekiem. Moje prawa są poważnie ograniczane. Muszę informować milicję o zmianie miejsca zamieszkania, a w przypadku 3 zatrzymań w ciągu roku, mogę otrzymać bardziej surowy dozór. To może się skończyć kolejnym wyrokiem. Tym nie mniej, nadal zajmuję się działalnością społeczno-polityczną. Nadal jestem rzecznikiem prasowym Andrieja Sannikowa i kampanii obywatelskiej „Europejska Białoruś” i dokładam wszelkich starań, by pozostali więźniowie polityczni wyszli na wolność.
- Czy pamięta Pan dzień, kiedy wyszedł Pan z kolonii?
- Nie mogę powiedzieć, że od razu zaczerpnąłem "łyku powietrza wolności:. Oczywiście byłem szczęśliwy, że mogę spotkać moich bliskich, którzy tak bardzo przeżywali tę sytuację i kibicowali mi. Ale moi przyjaciele do tej pory są w więzieniu, a straszne warunki jakie tam panują zagrażają ich życiu i zdrowiu.
- W jakich warunkach przebywał Pan w więzieniu?
- Najcięższe warunki były w areszcie śledczym KGB, w którym przebywałem pierwsze 3,5 miesiąca. To w jaki sposób tam traktują więźniów, obrońcy praw człowieka nazywają torturami. Funkcjonariusze operacyjni przeprowadzali rewizje w celach, kazano nam klęczeć 40-50 minut w chłodnym pomieszczeniu, bito nas, popychano, stosowano presję psychiczną i moralną. Żądano ode mnie, bym składał fałszywe zeznania, bym przedstawił dowody przeciwko kandydatom na prezydenta. To co działo się na placu 19 grudnia nie interesowało ich. Powiedziano mi, że zostałem skazany za to, że odmówiłem złożenia zeznań obciążających Sannikowa.
- Jakie metody wywierania presji stosowało w stosunku do Pana KGB?
- Niektórym politykom i działaczom, którzy wyszli na wolność pod koniec 2010 roku grożono, nawet zabójstwem ich bliskich krewnych. Dlatego nie będę wydawał sądów. Tych ludzi funkcjonariusze KGB „złamali”. Proponowano im współpracę z KGB. Grożąc zatrzymaniem mojej żony i ojca, również mi złożono propozycję zostania agentem KGB. Obiecywano mi miejsce w Parlamencie. W takich chwilach po prostu się wyłączałem i odmawiałem rozmowy.
- Czy to, co przeżył Pan w tym czasie zmieniło Pana?
- Stałem się bardziej szorstki i mniej szczery. Najciężej było mi odbyć podróż w czasie: z 21 wieku w lata 30-te wieku 20. Po przeżyciu tego wszystkiego zrozumiałem, że ani KGB, ani ludzie, którzy tam pracują wcale się nie zmienili. Mówiono mi otwarcie, że celem KGB jest ochrona Łukaszenki. Nie ukrywano przed nami, że wszyscy jesteśmy zakładnikami, że będą nas wypuszczać w zamian za zachodnie kredyty i inwestycje. Używano nawet takiego terminu „handel ludźmi”.
- Jak Pan sądzi, dlaczego został Pan ułaskawiony?
- Bardzo trudno jest mówić o logice tam, gdzie jej nie ma. Bardzo możliwe, ze wykorzystano nas do celów akcji reklamowej, by stworzyć iluzję, że władze starają się poprawić sytuację więźniów politycznych.
- Czy wie Pan coś na temat sytuacji Andrieja Sannikowa, Nikołaja Statkiewicza i Dmitrija Daszkiewicza?
- Wiem, ze Sannikow przebywa w Bobrujskiej kolonii. Zdaniem jego adwokata, stan Sannikowa nie jest najlepszy, on nie jest nawet w stanie napisać listu do swoich bliskich. O Statkiewiczu nie wiem niczego. Zdaniem władz kolonii, Statkiewicz odmówił pisania listów i telefonowania do rodziny. Listy od Daszkiewicza dochodzą, ale niestety nie musi to być dobry znak. Wnioskując z tych listów, jest on na granicy życia i śmierci. Znam go, to człowiek niezwykle silny, wytrwały, ale bardzo martwię się o niego. W listach Dmitrij pisze, że te 9 miesięcy, które spędził w więzieniu były jak 9 lat katorgi, że nie wie, jak będzie wyglądało jego życie po tym, co tam przeżył.
- Jak, Pana zdaniem, powinna postępować UE w stosunku do reżimu Łukaszenki?
- Łukaszenka znajduje się obecnie w niełatwej sytuacji, głupio iść mu na ustępstwa. 7 października kolejny raz oświadczył, że nie mam mowy o uwolnieniu reszty więźniów politycznych i o naszej rehabilitacji. Wielu myli się, uważając, że proponując kredyty Białorusi pomogą narodowi białoruskiemu. Te pieniądze zostaną spożytkowane na wsparcie służb specjalnych, ogromnego aparatu biurokratycznego, wzmocnienie represji i pensję dla osób, którzy obecnie torturują Sannikowa, Statkiewicza i Daszkiewicza. Za każdym razem, gdy Europa rozpoczyna dialog z Mińskiem, sytuacja więźniów politycznych pogarsza się. Zgodnie z logiką Łukaszenki, dialog i kompromis świadczą o słabości. (…) Chciałbym zwrócić się do europejskich polityków, którzy podejmują decyzje w sprawie Białorusi – tym razem nie pomagajmy Łukaszence! Obecnie Zachód za pieniądze swoich podatników opłaca trwanie Łukaszenki przy władzy. Trzeba temu położyć kres!
*Alieksandr Otroszczenkow - w czasie prezydenckich wyborów 2010 roku był rzecznikiem prasowym Andrieja Sannikowa, lidera "Europejskiej Białorusi", kandydata na prezydeta. W dzień po pokojowych demonstracjach przeciwko sfałszowaniu wyborów Otroszczenkow został zatrzymany, 3,5 miesiąca spędził w areszcie KGB. Otroszczenkow został skazany na 4 lata pozbawienia wolności i wysłany do kolonii karnej. Międzynarodowa organizacja Amnesty International uznała go za „więźnia sumienia”. 14 września na podstawie ukazu prezydenta Łukaszenki wyszedł na wolność.
Źródło: Deutshe Welle
Tłumaczenie i opracowanie: Korespondent Wschodni