"Białoruś" = "dom" i "nigdy" - wywiad z Julia Bondarenko

Przedstawiamy Państwu wywiad z córką Zmitzera Bandarenki, koordynatora kampanii "Europejska Białoruś", osoby zaufania Andrieja Sannikowa, który został skazany przez miński sąd na 2 lata kolonii karnej za udział w tzw. "masowych zamieszkach" na placu Niepodległości. Julia Bondarenko opowiedziała nam o uczuciach, które towarzyszyły jej, podczas ogłaszania wyroku, o stanie zdrowia jej ojca i kontakcie z nim, oceniła reakcję Zachodu i sankcje w stosunku do reżimu.  

*****

- [Korespondent Wschodni]: Jesteś Białorusinką mieszkającą w Polsce. O czym myślisz słysząc słowo Białoruś?

- [Julia Bondarenko]: Pytanie jest bardzo filozoficzne i można napisać bardzo długą odpowiedź, ale pierwsze, co przychodzi do głowy to połączenie słów „dom” i „nigdy”. Dlaczego tak? Ponieważ w tej sytuacji już nie wiem, czy kiedykolwiek będę mogła wrócić na Białoruś i jak długo będę musiała na to czekać.

- Zmitzer Bandarenko, Twój ojciec został skazany na 2 lata kolonii karnej, Twoja mama powiedziała w jednym z wywiadów przed procesem, że jest przygotowana na najgorsze. Jaka była Twoja pierwsza reakcja na wiadomość o wyroku?

- Reakcja była bardzo prosta, to było „Właśnie tak myślałam”. A następna: „Co dalej?”

- Czy macie kontakt z ojcem?

- Ja mam kontakt tylko poprzez listy, które on wysyła do domu, a mama później czyta mnie je poprzez skype. Również mama ma z ojcem kontakt poprzez listy, a do tego miała z nim kilka spotkań. Z oczywistych powodów nie możemy wszystkiego napisać w listach i nawet powiedzieć przy spotkaniu, a mnie czasem bardzo brakuje jego porad.

- Jaki jest stan zdrowia Twojego taty i czy otrzymuje odpowiednią opiekę?

- Stan zdrowia ojca ciągle się pogarsza. Odpowiedniej opieki medycznej nie otrzymuje, prawdopodobnie przez to, że jakby się spotkał z lekarzem, na pewno dostał by skierowanie do szpitala, a władze tego nie chcą. Niestety, każdy dzień się liczy, ma poważne problemy z kręgosłupem, może się okazać, że to wszystko skończy się wózkiem inwalidzkim.

Dzisiaj, czyli 22 maja ojciec w końcu miał konsultację neurologa. Niestety, nie znam szczegółów, tylko to, że jest potrzebna operacja.

- Adwokatom, którzy podejmują się obrony białoruskich więźniów politycznych władze często odbierają pozwolenie na wykonywanie zawodu. Czy mieliście duży problem ze znalezieniem odpowiedniego obrońcy?

- Po wyroku zmieniliśmy obrońcę, ponieważ dotychczasowa pani adwokat nie była zbyt miła dla nas jako dla rodziny. A w przypadku więźniów politycznych do najważniejszych zadań adwokata należy przekazanie informacji od rodziny więźniowi i z powrotem. Problemu ze znalezieniem nowego obrońcy nie mieliśmy, wybraliśmy obrońcę Wladzimiera Kobieca (kierownik sztabu Andreja Sannikowa).

- W mediach nadal pojawiają się doniesienia o stosowaniu tortur w białoruskich więzieniach. Czy miałaś jakieś podejrzenia, że Twój ojciec również był poddawany torturom?

- Po tym jak pojawiły się te informacje, bardzo się niepokoiłam i dalej mam takie podejrzenia. Ojciec mówił, że przez pierwsze 2 miesiące stosunek do niego był dość szorstki, później się polepszyła sytuacja. Ale, jak już było wspomniane, przez cały czas nie ma dostępu do wykwalifikowanej pomocy medycznej, może nie są to tortury, ale szorstkie zachowanie się wobec niego.

- Jakie według Ciebie powinny zostać użyte naciski na władze białoruskie by zaprzestały one tortur. Czy jest to w ogóle możliwe?

- Od początku mówiłam i dalej będę to mówić: tylko sankcje mogą wywrzeć jakiś wpływ na władze białoruskie, najlepiej sankcje ekonomiczne. Sankcje wizowe, bezpłatne wizy to jest oczywiście bardzo dobrze, ale nie wystarczająco.

- Organizacja praw człowieka Libereco zainicjowała program opieki nad uwięzionymi opozycjonistami. Kampania osobiście angażuje europejskich polityków w sprawę wyzwolenia więźniów politycznych. Czy takie inicjatywy mają sens i co można zrobić by pomóc białoruskim więźniom politycznym?

- Uważam, że każda inicjatywa w przypadku naszej sytuacji jest dobra. Im głośniej będzie o Białorusi, o więźniach politycznych, o torturach, tym lepiej i tym więcej szans, że da się coś zmienić. Podstawowym narzędziem w walce o więźniów politycznych jest nagłośnianie sytuacji, w taki sposób świat pokazuje, iż nie jest mu obojętnie. W tym, że nie wszyscy więźniowie zostali skazani na lata w więzieniu również widzę konsekwencje prowadzonej przez Europe i Stany polityki. Władze próbują łagodząc wyroki dla więźniów politycznych zyskać jakieś ustępstwa. Ważne jest teraz, aby ta pozycja przede wszystkim Europy i Stanów została nie zmienna—żadnych kredytów, negocjacji, interesów z reżymem—i wtedy jest szansa, że więźniowie polityczni, w tym mój ojciec, nie będą musieli spędzić dużo czasu w więzieniu.

- Czy wierzysz, że sytuacja na Białorusi się zmieni i jak wyobrażasz sobie przyszłość w tym kraju?

- Niestety, coraz mniej wierzę w to, że coś się zmieni w najbliższym czasie. Jak najbardziej wierzyłam w to przed wyborami i 19-go grudnia. Nigdy nie mogłam wyobrazić sobie, że dojdzie do tego, iż prawie wszyscy nasi przyjaciele znajdą się w więzieniu. Przyszłość Białorusi w dużym stopniu zależy od UE i Stanów Zjednoczonych, a również od tego, czy będą one w stanie wywrzeć wpływ na Rosję. Białoruś zawsze była europejskim państwem, a więc, mam nadzieję, że model rozwoju będzie europejski, całkiem możliwe, że będzie podobny do drogi Polski.

Wywiad przeprowadził: Korespondent Wschodni